Recenzja “Kto ze mną pobiegnie” czerwiec 3, 2008
Posted by trendexpert in Archiwum, Recenzje, Teksty.Tags: recenzja
add a comment
Niespełnione marzenia maj 13, 2008
Posted by trendexpert in Archiwum, Recenzje.Tags: Chicago, Nothing Hill, Oscar, recenzja, Zellweger, Zeta - Jones
add a comment
Roxie była miejską dziewczyną, mieszkającą na przedmieściach Chicago w latach 60. Jej marzeniem było zostać gwiazdą estrady. Miała głos, umiała nieźle tańczyć, ale brakowało jej odrobiny szczęścia. I tu zaczyna się łańcuch jej nieszczęść.
Spotyka na swej drodze Freda- sprzedawcę mebli, który z powodu jej seksownego wyglądu, dał jej 10 % upustu i obiecał pomóc w osiągnięciu kariery. Roxi po prostu zazdrościła wielkiej gwieździe- Velmie. Po kilku udanych zbliżeniach przyszłego producenta i gwiazdki okazało się, że niestety, jak na ironię, Fred nie ma żadnych koneksji, a jedyne, na czym mu zależało, to po prostu poderwanie Roxie. Powiedział jej, że odchodzi.
Na te słowa, pobita dziewczyna, chwyciła za broń i zastrzeliła drania! Wmówiła swojemu mężowi, że to był włamywacz i oczekiwali wspólnie na policję. Gdy jednak mąż- Amos- dowiedział się, kim był zabity, wyjawił całą prawdę. Biedna Roxie wylądowała w więzieniu dla morderczyń.
Tam, niespodziewanie, spotyka Velmę, która nakryła swojego męża z siostrą w łóżku (po czym ich oboje zabiła)! Roxie próbuje nawiązać przyjazne stosunki z gwiazdą estrady (duety były modne w owych czasach), ale kończy się to fiaskiem. Poznaje tam też kilka innych morderczyń (ale to tekst na zupełnie inny artykuł).
Cała sytuacja się zmienia w momencie, kiedy Roxie zatrudnia jako adwokata Billy’iego. Był on najsławniejszym prawnikiem tamtych czasów, który jeszcze nigdy (sic!) nie przegrał żadnej sprawy. Za jedyne 5000$ Roxie miała najlepszą przepustkę do wolności.
Aby przekonać ławę przysięgłych, należało lekko podkolorować życie morderczyni. Billy słownie ukatrupił jej rodziców, odmłodził ją, sprawił, że wylądowała w klasztorze zakonnym oraz że jej miłość życia- Amos, był jej wybawieniem z jazzu i whisky. Tak naprawdę była to tylko historyjka dla dziennikarzy na konferencji prasowej, ale przypadła im do gustu. Głównym kłamstwem ratującym życie było to, że to Roxie chciała odejść i że oboje chwycili za broń. W końcu ona była niewinna- chciała się tylko bronić!
Zaczyna się rywalizacja między Roxie i Velmą, które obie mają tego samego adwokata. Podkradają sobie pomysły na salę sądową (omdlenie, płacz itp.), Roxie nawet posuwa się do tego, iż okłamuje wszystkich, że jest w ciąży!!!
Rywalizacja przebiegała spokojnie. Roxie wygrywała wszędzie. Zaczęła się mania na wszystko, co z nią związane. Role się odwróciły. Tym razem Velma próbowała uzyskać poparcie Roxie. Chciała zaprosić ją do współpracy… odpowiedź brzmiała: NIE!
Jednak po wszystkich perturbacjach i kłamstwach, Roxie zostaje uniewinniona (zresztą na ironię, dzięki pomocy Velmy, która przez to też zostaje uwolniona). Całe Chicago żyje gwiazdą, morderczynią i seksowną laską, ale tylko do momentu, kiedy sprawa sądowa nie ulega zakończeniu. „Dzisiejsze gazety wyścielą jutrzejsze kubły na śmieci” (znamienny cytat z filmu „Nothing Hill”)…
Roxie, na własną rękę szuka pracy jako śpiewaczka w klubach i barach, ale los się znów od niej odwrócił. Nie potrafi nigdzie się zaaklimatyzować. Aż do momentu, kiedy spotyka Velmę. Tworzą duet.
„Przed państwem nie jedna, ale dwie morderczyni z Chicago, znane gwiazdy i świetne tancerki – Roxie Hart i Velma Kelly!” Cały film kończy się wspaniałym tańcem i fajną piosenką głównych bohaterek- Renee Zellweger i Catherien Zeta- Jones (jako Billy- Richard Gere).
Uważam, że naprawdę warto się wybrać do kina na film „Chicago” (bądź, co bądź, 13 nominacji do Oskara, 3 Złote Globy oraz nagrody przyznawane przez stowarzyszenie aktorów i reżyserów).
Sex, przemoc, kasa, sąd, Chicago… no i ten cały jazz…
Recenzja z filmu Matrix Rewolucje kwiecień 28, 2008
Posted by trendexpert in Archiwum, Recenzje, Teksty.Tags: ciekawostki, Matrix, recenzja
1 comment so far
W listopadzie zeszłego roku odbyła się premiera chyba najbardziej wyczekiwanego filmu – „Matrix Rewolucje”. To, co na pewno trzymało w napięciu, to te wszystkie tajemnice, którymi owiany był film. Do końca nikt nie wiedział, co się będzie działo w poszczególnych częściach.
Jest to ostatnia część trylogii braci – Larry’ego i Andy’ego Wachowskich (są zarówno reżyserami jak i scenarzystami). Tak jak w poprzednich częściach, odtwórcami głównych ról są: Keanu Reeves (Neo), Carrie-Anne Moss (Trinity), Laurence Fishburne (Morfeusz), Hugo Weaving (Agent Smith), Jada Pinkett Smith (Niobe), Monica Bellucci (Persefona). Muzykę znów tworzył Don Davis.
Pierwsza część – „Matrix”, której premiera odbyła się w 1999 roku, była częścią filozoficzną. Wiele osób wtedy zainteresowało się tym filmem i z niecierpliwością czekało na następne części. Druga część, której premiera odbyła się w maju 2003, była wypełniona efektami specjalnymi. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jaka będzie część trzecia…
Wachowscy trzymali wszystkich w niepewności tym większej, że druga część zakończyła się planszą: „ciąg dalszy nastąpi”. Aby dobrze zrozumieć wątki ostatniego ogniwa wspomnę wcześniejsze wydarzenia: Neo po wyczerpującej walce ze Strażnikami znajduje się pod czułą opieką Trinity i innych załogantów „Mjolnir’a”. Agent Smith nie dość, że potrafi się klonować w Matrix’ie, to jeszcze przedostał się do świata rzeczywistego i zmasakrował dużą część załogi Syjonu, która broniła się przed atakiem Strażników. Poznaliśmy Architekta (twórcę Matrixa) oraz bliżej jego „żonę”- Wyrocznię (którą znamy z prowadzenia Neo w pierwszej części).
Jak powiedział sam Keanu Reeves: „Neo to wybraniec, twardziel gotowy skopać tyłki swoim wrogom i wrogom Syjonu”. Więc przez całą trzecią część walczy (dosłownie i w przenośni) o uratowanie świata (Matrix’a i rzeczywistego). Okazuje się, że aby uratować wszystkich, trzeba dostać się do środka wielkiego miasta maszyn, gdzie swoimi prawami rządzi się Deus Ex Machina (szef wszelkich maszyn) i negocjować z nim pokój, aby potem zająć się prawdziwym zagrożeniem- Agentem Smith’em. Owładnięty żądzą chce zniszczyć wszystko! Okazuje się wirusem, a dokładniej stał się nim w momencie, kiedy Neo w niego wszedł w pierwszej części. Psychopatyczny wirus – gorzej być nie może!
Tak naprawdę, Neo nie zapadł w śpiączkę ani nie choruje, tylko znajduje się na Stacji Kolejowej (jest to gdzieś między Matrix’em a rzeczywistością). Aby uratować go, Trinity, Morfeusz i Seraph (pomocnik wyroczni) muszą udać się do Merowinga (jeden z programów w Matrix’ie). Siedzi sobie on w sadomasochistycznym klubie wraz z całą swoją świtą i tylko czeka na jakąś akcję. Więc zapewniono mu niezłą rozróbę – bieganie po ścianach, sufitach, strzelanie po wszystkim na około…
Potem Wyrocznia enigmatycznie rozmawia z Neo, tym razem po raz ostatni, bo chwilę później zostaje zamieniona w … Smitha. Kapitan Niobe uwierzyła i pokazuje, że kobiety potrafią prowadzić rozpędzone poduszkowce („Mjolnir”, za którego sterami siedzi) – w romantycznych scenach partneruje jej Morfeusz, który ewidentnie czuje do niej miętę. Zee (żona Linka) wraz z koleżanką mężnie bronią hangarów ostatniego miasta ludzi rozwalając wrogów rozbudowaną bazooką, a Mifune (dowódca wojska z hangarów) biegając w stalowej zbroi rodem ze średniowiecza podrasowaną do nowoczesności pozwala sobie przeorać twarz maszynom (to się nazywa patriotyczne poświęcenie). Morfeusz, poza flirtowaniem, dodaje wszystkim otuchy, a Neo i Trinity oprócz walki ze Smithem (kiczowata scena walki w sztucznym deszczu z jeszcze bardziej sztucznymi elementami sztuk walki) ratują całą ludzkość – i tą w Matrix’ie, i tą w rzeczywistości. Neo zupełnie przy okazji dowiaduje się paru rzeczy o sobie i świecie, w którym żyje. Najlepsze są momenty kiedy okazuje się, że mimo wypalonych prądem gałek ocznych, widzi wszystko tylko trochę bardziej żółtawe niż zwykle – świat wydaje się piękniejszy…
Niestety, co najmniej jeden z wyżej wymienionych bohaterów umiera (co do jednego nie można być pewnym). Scena śmierci również musi być owiana patosem umierania. Co tam przebite płuca, kiedy liczy się wielka miłość. Zaślepiona nią Trinity wierzy w swojego wybrańca i pomaga mu we wszystkim. Nie potrafi usiedzieć w miejscu i jest bardzo zazdrosna. On z kolei myśli tylko o niej i cały świat ratuje jakby w darze. Motyw pod tytułem: „Romeo i Julia” odhaczony.
Sex – był, przemoc – cały czas, pieniądze – cały film to walka o władzę nad Matrix’em, wyścigi samochodowe – druga część dała nam popalić i poczuć smak palonej gumy, efekty specjalne – „Matrix” jest nimi przesiąknięty jak jakaś gra komputerowa albo komiks anime. „Więcej akcji, mniej gadania” – tak określił Keanu. Wszystkie podstawy pop kultury, spełnione. Co się więc nie udało, że film przyjęto negatywnie? Wszyscy, którzy oczekiwali od tego filmu bezsensownej rąbanki byli zadowoleni. Niestety zawiodła się cała reszta.
Reasumując: nic odkrywczego. Wręcz przeciwnie – powtarza się wiele motywów z poprzednich części. Na szczęście Wachowscy zostawili nam jeszcze trochę pytań bez odpowiedzi. To właśnie jeden z elementów czemu saga ma tak wielu fanów.
Oceniając ten film uważam, że zawiódł wielu ludzi pod względem odejścia od filozofii, która stanowiła znak rozpoznawczy „Matrix’a”. Efekty specjalne też nie przebiły tego, co oglądaliśmy w maju. Ścieżka dźwiękowa pozostawia wiele do życzenia, bo wszystkie utwory są do siebie podobne (autorem większości jest Don Davis). Nawet plakaty są beznadziejne! Oprócz chęci zobaczenia zakończenia całej historii, nic nie powinno przekonać przeciętnego widza do obejrzenia tej części. Ten film to nieporozumienie. Jest tylko kolejnym powodem do zarabiania kasy. X Muza ze wstydu powinna się zapaść pod ziemię. A jednak dla fanów stanowi ona kopalnię wspaniałych przeżyć. Wyjdźmy poza przyziemną pop kulturę i poszukajmy kilku „wyższych” wskazówek zostawionych przez Wachowskich.
Kopiowanie się Smitha przywodzi na myśl regułę „brzytwy Ockhama”. Mówi ona o tym, że nie należy mnożyć bytów bez potrzeby. W drugiej części podczas wywodu Merowinga o przyczynowości zahacza on o filozofię XIV-wiecznego filozofa Williama Ockhama. Dzielił ją na efektywną (zachodzącą w oparciu o uczucia ogólne) i ostateczną (w oparciu o miłość). Neo wybiera miłość. Mówi również o tym, że działania podlegają wyjaśnieniu dopiero po zakończeniu. Po zakończeniu filmu mamy pewne poczucie niedosytu, przecież o to chodziło! Nie można mieć wszystkiego wyłożonego na tacy. Według mnie uwłaszcza to godności widza. Wachowscy natomiast pozwolili nam, widzom, roztrząsać film na dziesiątki sposobów, znajdować w nim wiele odniesień. Przez to uważam tą trylogię za prawdziwy wzór filmu, dzięki któremu uczymy się patrzeć na świat z wielu perspektyw.
Plakat z filmu w oryginalnej wersji językowej brzmi: „EVERYTHInG ThAt HAS A BEGINniNG HAS aN END”. Małe litery, w innej kolejności tworzą słowo „thanin”, które jest częścią wyrazu, z którego wywodzi się słowo „Leviathan”. Pochodzi ono z biblijnej Księgo Hioba, gdzie napisane jest, że Bóg stworzył potwora, którego uczynił „królem wszystkich dzieci pychy”. Czyżby chodziło o Smitha?
Neo ewidentnie jest wytworem Matrixa, co więcej, jest również jego anomalią, błędem (skądinąd już 6-tą; czyżby Merowing był pierwszą?). Jest więc programem! Jak program może się wyrwać ze swojego świata, żeby dostać się do innego? Czy to oznacza, że rzeczywistość, to kolejny program?
Wielokrotnie Wachowscy powoływali się na mit Platoński o jaskini. U wielkiego filozofa ludzi siedzieli w grocie i widzieli tylko cienie realnego świata. Jeden człowiek, który się uwolnił, nie mógł innym tego wytłumaczyć, bo oni byli zapatrzeni w swoje cienie, biorąc je za rzeczywistość. U braci mamy Syjon – swoistą jaskinię i Neo, który się uwalnia. A jeśli naprawdę ich rzeczywistość, to tylko kolejna ułuda, tak jak Matrix? Jeśli oni wszyscy są maszynami?
Czy muszę wspominać o odniesieniach do mitologii, Biblii, religii wschodu i cyberpunka? Morfeusz (bóg snu), Persefona (bogini podziemnego świata), Niobe (córka Tantala, symbol pychy), Merowingowie (ród królewski we Francji), Syjon (świątynia, góra świątynna, Jerozolima), Trinity (Trójca Święta), Leviathan (biblijny potwór), Wyrocznia (nazwa mówi sama za siebie), Nabuchodonozor (statek Morfeusza- Babiloński król)…
Ogrom wszelkich innych znaków (czarny kot, czerwone tabletki, wszelkie możliwe numery ect.) może przytłoczyć kogoś, kto szuka. Kto nie zatrzymał się tylko na wierzchniej warstwie. Ten film można porównać do cebuli. Ma ona wiele warstw – po zdjęciu każdej kolejnej okazuje się, że niewiele przesunęliśmy się do sedna.
Polecam go ze względu na to, że należy według mnie do kina ambitnego i wyjątkowego. Zmusza widza, żeby zaczął rozglądać się wokół siebie, a nie tylko podziwiał to, co w każdym filmie akcji – przemoc, sex, gonitwa i bezsensowne efekty specjalne…
Pierwsza część miała być o narodzinach, kolejna o życiu, ostatnia o śmierci. I rzeczywiście. Najpierw narodził się cały mit – ikona kultury cyberpunka, potem ten film żył swoim życiem, a na koniec Wachowscy pogrzebali z kretesem wszelkie nadzieje na odrodzenie się wielkiego tworu filozofii młodzieży epoki komputerów i komiksów.
Pasja kwiecień 28, 2008
Posted by trendexpert in Archiwum, Recenzje, Teksty.Tags: Pasja, recenzja, Wielkanoc
add a comment
“PASJA” jest wstrząsającym opisem ostatnich 12 godzin życia Jezusa Chrystusa. To zdecydowanie najmocniejsze przedstawienie Pasji z jakim spotkaliśmy się do tej pory w kinie. Film jest wierny przekazom historycznym, biblijnym oraz teologicznym. Aby podkreślić autentyczność historii, aktorzy posługują się dwoma wymarłymi językami: aramejskim i łaciną.
Film twórcy “Breavheart – Waleczne Serce”, wywołuje wiele emocji i kontrowersji.
“Pasja” to obrazowe dzieło sztuki prowokujące do poważnego myślenia i refleksji nad śmiercią Chrystusa osoby o różnych przekonaniach religijnych.
Jest to film o wierze, nadziei, miłości i przebaczeniu – a więc o tym, czego bardzo potrzeba w dzisiejszych burzliwych czasach.
- To jeden z najlepszych filmów, jakie w życiu widziałem – powiedział KAI ks. prof. Waldemar Chrostowski, wybitny biblista.
- Nikt nie przedstawił męki Chrystusa w podobny sposób – podkreśla Mariusz Łukomski prezes firmy Monolith Films, która jest polskim dystrybutorem filmu.
“Ktokolwiek, oglądający ten film – wierzący, czy nie – będzie zmuszony stawić czoło centralnej tajemnicy męki Chrystusa i samego chrześcijaństwa. Jeśli takie jest odkupienie to, jaka musi być wina?”
Augustine Di Noia – Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary
“Pasja Mela Gibsona przedstawia wydarzenia ostatnich godzin przed ukrzyżowaniem Chrystusa zgodnie z nauką Kościoła i Pismem Świętym”
Kard. Dario Castrillon Hoyos
“Ci, którzy nazywają Pasję filmem antyżydowskim i domagają się niewpuszczenia jej do kin, mogliby domagać się wycofania ze sprzedaży Nowego Testamentu – bo film opowiada tę samą historię”
Franciszek S. Sikorski – Głos
“Przez cały film nieprzerwanie czuje się siłę kosmicznego dramatu, którego my wszyscy jesteśmy jakąś częścią.”
Augustine Di Noia – Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary
“Film Mela Gibsona to triumf sztuki i wiary – jest tak potężny, jak orędzie, które zawiera…”
Kard. Dario Castrillon Hoyos
“W całym zamieszaniu wokół Pasji nikt nie zainteresował się jakością filmu. A przecież Gibson nie tylko grywał twardzieli, lecz także wyreżyserował dwa doskonale przyjęte obrazy: “Człowiek bez twarzy” i “Waleczne serce”. Może więc i tym razem stworzył nie tyle dzieło świętokradcze, co po prostu dobry kawałek kina?”
Tadeusz Zachurski – Newsweek
“Pasja jest znakomitym wyrazem wrażliwości artystycznej i religijnej. Dla wielu Katolików, którzy obejrzą te sceny, Msza nigdy nie będzie już ta sama.”
Augustine Di Noia – Watykańska Kongregacja Doktryny Wiary
Chcę pokazać człowieczeństwo Chrystusa i jego aspekt boski. Sposób przedstawienia jaki wybrałem jest według mnie bardzo realistyczny i tak bliski, jak tylko możliwe temu, co postrzegam jako prawdę. “Pomysł nakręcenia tematu ukrzyżowania przyszedł Gibsonowi do głowy 10 lat temu i wolno nabierał kształtu. Reżyser uważa, że historia, którą opowiada jego film jest bardzo aktualna. Szczególnie, że dzieje się w tak burzliwym miejscu na Ziemi…
“Pasja” Mela Gibsona jest tak ważnym dziełem, ponieważ podkreśla ludzkie uczucia, cierpienie i mękę ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Przez stulecia stworzono tak wiele obrazów i rzeźb przedstawiających ukrzyżowanie, że scena ta stała się standardowym symbolem religijnym i motywem artystycznym. W ten sposób straciła moc “rażenia”. Nawet słowa “Męka Pańska” pisane, odczytywane i wymawiane miliony razy straciły swoją siłę i znaczenie. “Pasja” przywraca Męce i Ukrzyżowaniu właściwą wagę, dramatyzm i potęgę, porusza widza do głębi. Ukazuje prawdę: prawdziwą mękę poniżenia, chłosty, Drogi Krzyżowej, ukrzyżowania. Czujemy się, jak byśmy tam właśnie byli. Jesteśmy świadkami autentycznego cierpienia i autentycznej mocy.
Scenariusz “Pasji” opisujący ostatnie 12 godzin z życia Jezusa z Nazaretu, został stworzony przez Mela Gibsona i Benedicta Fitzgeralda na podstawie przekazów
z ewangelii św. Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.
Wszystkie postaci w filmie posługują się językami, jakimi porozumiewano się w tamtych czasach: Żydzi, w tym Jezus i apostołowie, mówią po aramejsku, Rzymianie – “uliczną łaciną”. Greka, która była w powszechnym użyciu pośród ówczesnej inteligencji, nie odegrała tu szczególnej roli.
“Pasja” była filmowana we Włoszech, w dwóch miejscach: w pięknym mieście Matera w południowym regionie Basilicata, nieopodal miejsca, gdzie Pier Paolo Pasolini kręcił w 1965 “Ewangelię wg św. Mateusza” oraz w wytwórni Cincecitta na przedmieściach Rzymu.
W Cincecitta Studios powstała gigantyczna scenografia, której autorami byli Francesco Frigeri i Carlo Gervasi. Skonstruowano wielki kompleks składający się ze świątyni,
w której kapłani sądzą Jezusa, dziedzińca przed pałacem Piłata i miejsca chłosty.
Gibson zasugerował operatorowi Celebowi Deschanelowi (Patriota, Pierwszy krok w kosmos), aby wzorował się na malarstwie włoskiego mistrza baroku – Caravaggio, którego obrazy słyną z niezwykle realistycznych światłocieni i spektakularnego kontrastu między światłem a mrokiem.
Gibson: “Uważam, że jego malarstwo jest piękne: gwałtowne, mroczne, uduchowione, o osobliwym, dość niesamowitym klimacie.”
40 procent zdjęć kręcono w nocy lub we wnętrzach, w których przesłonięte zostały źródła światła, aby stworzyć wrażenie światła z trudem przedzierającego się z ciemności
Maurizio Millenotti (Hamlet, 1900-człowiek legenda, Malena) zaprojektował kostiumy zgodnie z historyczną wiedzą na temat strojów z epoki. Ręcznie szyte stroje miały również za zadanie wzmacniać wizualny efekt “Caravaggia” i utrzymane były w tonacjach czarnej, brązowej i beżowej.
Choć większość ekipy stanowili Włosi (a większość obsady pochodziła z Włoch i Europy Wschodniej), to jednak zespół speców od charakteryzacji, pod wodzą Keitha Vanderlaana i Grega Cannoma (Hannibal, Piękny umysł, Piraci z Karaibów), przybył z Hollywood.
Gibson zdawał sobie sprawę, że potrzebni będą najlepsi fachowcy od makijażu i charakteryzacji na świecie, którzy będą w stanie wykreować bezkompromisowy i wstrząsający autentyzm scen biczowania i ukrzyżowania. James Caviezel wcielający się w postać Jezusa, codziennie poddawany był trwającej 7 godzin charakteryzacji.












