Społeczniacy i ich miejsce w wirtualności

1.07.2007 było nas, internautów, 1173109925 osób na świecie. Z czego 11 proc. ma konto na MySpace. Czym można tłumaczyć ten sukces? Czy można przewidzieć, które strony społecznościowe będą popularne w przyszłości? Czy można na nich zarobić?

Społeczniacy (ludzie zarejestrowani na serwisach społecznościowych) wolą się zalogować na swoim ulubionym serwisie społecznościowym (17 proc.) niż np. oglądać telewizję (14 proc.), surfować w internecie (10 proc.) czy grać w gry wideo (9 proc.). Takie dane przyniosło w kwietniu 2007 badanie „Never Ending Friending” (Nigdy Nie Kończące się Przyjaźnienie).

Przy współpracy z MySpace, Carat i Isobar przeprowadziły badanie TNS – Teenage Research Unlimited (Młodzieżowe Badanie bez Granic) oraz Marketing Evolution (Ewolucja Marketingu). Odkryto, że 32 proc. społeczniaków, w wieku między 14 a 40 lat, spędza coraz więcej czasu w internecie, co skutkuje wciąż wzrastającymi umiejętnościami jego obsługi odkąd przyłączyli się do serwisów społecznościowych. Osoby, które wolą spędzać czas przed telewizorem lub grając w gry wideo, ulegają dwóm trendom: ograniczeniu czasu spędzonego w wirtualnym świecie oraz spadku poziomu umiejętności związanych z jego obsługą.

Ankieta pokazała, że społeczniacy synchronizują swoje prawdziwe życie z wirtualnym w ciągu dnia. 15 proc. twierdzi, że odwiedzaja swoją stronę społecznościową rano, zaraz po wstaniu, 16 proc. – zanim pójdzie do szkoły/pracy, 18 proc. w czasie lunchu (a więc w południe), 25 proc. w szkole/pracy, 31 proc. po szkole/pracy, 68 proc. popołudniu i 30 proc. późną nocą.

Innym aspektem, który ukazuje badanie jest to, że ludzie ci używają serwisów społecznościowych, aby utrzymywać regularny kontakt ze swoimi znajomymi (69 proc.), znaleźć znajomych, z którymi stracili kontakt (46 proc.), utrzymywać kontakt z rodziną (41 proc.), utrzymać kontakt ze znajomymi z poza miasta (31 proc.) i utrzymać kontakt z tymi, których poznali wirtualnie (27 proc.).

Bo tak napisali na stronie…

Badanie Jupiter Research (ze stycznia 2007 dla iProspect) pokazuje, że coraz więcej osób ulega urokowi stron web 2.0 – w tym społecznościowych oraz stron typu Amazon.com. Prawie jedna trzecia użytkowników przed dokonaniem zakupu czyta, co na temat produktu napisano na tego typu portalach. Jedna czwarta wszystkich użytkowników internetu odwiedza najbardziej popularne strony, co najmniej raz na miesiąc. Co ciekawe, najwięcej wejść odbywa się poprzez wpisanie adresu w przeglądarkę.

Badano również niszowe strony społecznościowe i odkryto, że pomimo, że odwiedza je nawet mniej niż 10 proc. internetowej populacji, to są one efektywniejsze w docieraniu do niej niż strony ogólne. Ukazano również, że najwyżej co dziesiąty internauta współtworzy strony pisząc komentarze lub inne treści. Może wynikać to też z faktu, że np. 72 proc. odwiedzających YouTube szuka rozrywki, a prawie 50 proc. użytkowników Facebook czy ponad jedna trzecia MySpace możliwości społecznych, czyli kontaktów, rozmów, informacji. Ponad połowa użytkowników strony TripAdvisor, czterech na dziesięciu Yahoo! Anwers, tylu samo Craiglist i co trzeci iVillage szuka na tych stronach informacji o produktach.

Oczy szeroko zamknięte

Facebook, Friendster i inne serwisy społecznościowe, zaczynają uruchamiać nowe funkcje, by zachęcić kolejnych internautów. A co za tym idzie – zarobić więcej.

Wyobraźmy sobie, że klikasz kilka klawiszy w komórce i już lista twoich dzwonków z komórki znajduje się na twoim profilu, na stronie społecznościowej. Koniec z pasywnym serfowaniem komórkami – czas je uaktywnić. A najbardziej się to opłaca w odniesieniu do stron społecznościowych. I naprawdę jesteśmy o krok od tego. Virgin Mobile USA ma już nawet swoją komórkę gotową do tworzenia takich innowacji. Na razie jednak nie mogą się dostać do odpowiedniego software, aby spełnić te marzenia. W technicznym żargonie to APIs (application program interfaces).

Problem polega jednak na tym, że strony społecznościowe przechowują swoje, API w tajemnicy. Jednak coraz częściej zaczynają rozumieć, że bez otwarcia się nie będą mieli szans na rozwój. Szczególnie z pomocą innych podmiotów.

Dobrym przykładem jest eBay. Odkąd udostępnił swoje API, co pozwoliło na wyświetlanie aukcji internetowych na innych portalach, ich publikacja wzrosła o prawie 40 proc., co powoduje znaczący wzrost przychodów firmy.

Na zachodzie bez zmian

Każdy, kto korzysta z Facebooka może podziwiać tysiące modułów: testy, gry, galerie, odtwarzacze muzyczne, przesyłanie podarunków oraz wiele innych. Skąd to wszystko? Na pewno nie od Marka Zuckermana, twórcy tej strony. Tak właściwie ciężko wymienić wszystkich autorów, ponieważ jest to ileś tysięcy ludzi. A wszystko przez 3 litery: API (Application Programming Interface).

Jest to interfejs programowania aplikacji, czyli procedury, dzięki którym programistom jest łatwiej stworzyć program lub dodatek, a użytkownicy mają zagwarantowany podobny wygląd tych elementów.

Dlaczego więc MySpace (News Corp.) czy Friendster, który udostępnił swoje API nie ma tak wielu dodatków? Ponieważ się spóźnili. Udostępnili dopiero niedawno i dlatego jest mało aplikacji. W kolejce czekają jeszcze: Linkedin i Orkut (Google), które swoich kodów jeszcze nie udostępniły. Gdy to się stanie tak naprawdę nie wiadomo ani jak będzie reagować rynek ani użytkownicy. Portale mogą zmienić swoje grupy targetowe, ponieważ zmienią swój wygląd i funkcjonalności. Na pewno wszyscy na tym skorzystają.

Facebook skorzystał na udostępnieniu API. Jeszcze rok temu miał ledwie 17 milionów użytkowników. W październiku tego zeszłego roku mieli już 55 milionów. Na początku kod udostępniono tylko wybranym podmiotom i w tym czasie stworzono ponad 100 aplikacji! Chociażby czat Mosoto, który może importować znajomych z Facebooka na listę czatową. Gdyby nie API nie byłoby takiej możliwości. Aż strach się bać jakie kolejne funkcjonalności można stworzyć.

Kolejnym przykładem sukcesu jest Google, które po udostępnieniu kodu pojawiło się na około 30 tysiącach nowych stron (tak dobrze znane Google Maps). W ten sposób na gronie możemy się umiejscowić, a na Yelp.com możemy znaleźć restaurację wraz z recenzją. A co z tego ma Google? Swoje logo na każdej mapie. Branding najwyższego lotu. Oczywiście wiele osób też rozmawia o Google (marketing szeptany) lub po prostu zaczyna korzystać ze strony firmy. Wszystko się sprowadza do jednego: zyski.

Wracając do wspomnianego Friendstera – od czasu udostępnienia API tylko 12 deweloperom ich liczba unikalnych użytkowników wzrosła o prawie 20 proc. i wyniosła w lipcu 2006 19 milionów. Był to największy skok od powstania serwisu. Możemy teraz korzystać nie tylko ze społeczności, ale tworzyć prezentacje na slide.com, potem udostępnić na profilu.

W USA strony profesjonalistów są jednymi z najpopularniejszych portali. U nas, według danych NewsPoint, mówi się o nich rzadko: o Linkedin mieliśmy 56 publikacji, Goldenline 86, Biznes.net 55 a o Profeo ledwie 12 (dane z zeszłego roku). Żeby mieć porównanie o MySpace pisano, nie bagatela, 1670 razy, o Fotce 133, o Mojej Generacji 268, a o Gronie 356 (szczególnie w kontekście wycieku danych użytkowników).

Wzloty i upadki

Profesor marketingu David Bell twierdzi, że długoletni staż i sukces stron społecznościowych zależy od ich zdolności do podłapywania potrzeb użytkowników.
Na niektóre bywa moda i wtedy są zalewane użytkownikami. Ale bywa, że po pewnym czasie pogrążają się i znikają. Inne trwają, choć ich liczba użytkowników jest niewielka.
Dane odwiedzin (comScore) pokazują, że od początku tego roku jest coraz mniej odwiedzających Facebook. Czyży jego czas się kończył? A może znowu przeżywa mały krysyz jak na przełomie sierpnia i września?
Klasycznym przykładem wlotu i upadku jest nieznany w Polsce serwis Friendster, który w 2003 roku wkroczył na rynek i bardzo szybko osiągnął 20 milionów użytkowników. Pod koniec 2006 roku spadł już do miliona. Dlaczego? Ponieważ użytkownicy woleli MySpace i inne strony z lepszymi możliwościami dotyczącymi odtwarzania muzyki i filmów. Sukces strony jest bardzo chwiejny. Na początku jest duży boom z powodu nowości, ale potem bywa szybki spadek, jeśli pojawi się lepsza strona, która oferuje nowsze i bardziej atrakcyjne funkcjonalności oraz zna potrzeby swoich użytkowników.
Peter Fader, profesor marketingu, zgadza się, że strony społeczne są bardzo ważne we współczesnym świecie- są żywe, dynamiczne jednakże chwiejne. Zwłaszcza, jeśli skierowane są do młodych oraz dorosłych w młodym wieku. To wszystko powoduje, że serwisy społecznościowe są niepewne przyszłości.- twierdzi Fader – Ile z nich było bardzo modnych, a po czasie znikały? Ile było przyczajonych by nagle stać się popularnymi? Ile musiało znaleźć sobie niszę?
Fader wskazuje na Orkut jako na serwis, który wymagał zaproszeń. Przedstawiony przez Google w 2004 na chwilę obecną jest prawie nieznany w Stanach, ale bardzo popularny w Brazylii (70 proc. użytkowników pochodzi z tego kraju i jest tam numerem 1). W wyniku tego trendu drugim językiem tej strony jest portugalski. W USA, gdzie była jego grupa docelowa, gdzie zlokalizowany jest serwer oraz planowano go rozwinąć, serwis odniósł druzgocącą klęskę. Nikt nie wie, dlaczego.
W czasie, kiedy MySpace i Facebook rządzą na całym świecie wśród internetowych stron społecznych, naukowcy głowią się, co sprawia, że ta, a nie inna strona, jest popularna. Nawet hipotezy dotyczące przyszłych władców tej kategorii są niesprawdzalne. Przypuszczalnie nawet za kilka lat nie będziemy w stanie przewidzieć, co sprawi, że strony staną się popularne lub przestaną się liczyć. Nawet intensywne badania AOL nad tworzeniem nowego serwisu, który będzie nazywał się AIM Pages i ma być konkurencją dla MySpace i Yahoo360 nie rozjaśniają niczego w tej kwestii.

Pik, pik, tu twój profil

Na dzień dzisiejszy MySpace i Facebook są numerem 1. News Corporation zapłaciło 580 milionów dolarów w 2006 roku za MySpace. Był to wycinek szaleńczych zakupów, które kosztowały 1.3 miliarda dolarów. Facebook otrzymał dodatkowe 25 milionów dolarów jako kapitał przedsiębiorczy.
Obie firmy planują rozwój w kierunku pozakomputerowym – do telefonów komórkowych. Cingular Wireless, Sprint Nextel i Verizon Wireless zastartowały z serwisem, który pozwoli użytkownikom na pisanie postów do Facebook, wyszukiwanie numerów komórek użytkowników i adresów email. MySpace podpisał umowę z Helio, bezprzewodowym kolektywem inwestycyjnym między SK Telecom i Earthlink, który pozwoli komórkowcom na wysyłanie zdjęć i uaktualnianie ich profilów i blogów.
Jak twierdzi ComScore Media Metrix, MySpace, ze 100 milionami (dane z początku sierpnia 2007) użytkowników, ma drugie miejsce (zaraz po Yahoo) pod względem odwiedzanych stron i czasu spędzonego na stronie. Facebook, stworzony przez 21 letniego studenta, który opuścił Harvard, aż 17,3 miliona użytkowników.
Chris Hughes, rzecznik Facebook, twierdzi, że firma myśli o sobie bardziej jako o szlaku wyznaczonym w życiu rzeczywistym bardziej niż o stronie społecznościowej tworzącej relacje między obcymi. – Modelujemy życie prawdziwych ludzi w ich indywidualnych szkołach w wirtualnej przestrzeni, która pozwala im na wymienianie się informacjami o sobie. Nie skupiamy się na tworzeniu nowych więzi, randkowaniu czy czymkolwiek w tym tonie. Zamiast tego, staramy się zarządzać informacjami efektownie, żeby udostępnić je użytkownikom, zwłaszcza tym, którym na tym zależy.

Świat pieniędzmi się toczy

Strony społecznościowe w ogólnym zarysie są bardzo prosto naszkicowane pod względem reklamowym. Bannery, reklamy tekstowe (na szczęście na razie raczej brak, popupów) to główne narzędzia reklamowe. Facebook pozwala na sponsorowanie grup, w których marketer potrafi zbudować społeczność wraz ze stroną. BusinessWeek doniósł niedawno, że Facebook odmówił ofercie na 750 milionów dolarów, aby zostać sprzedanym za 2 miliardy. Według Hughsa są to plotki.
Jedyną możliwością dla inwestorów, aby korzystali z boomu na strony społecznościowe jest dywersyfikacja portfela. Łatwiej przewidzieć, kto nie zrobi sukcesu, niż która strona będzie królem. Dlatego inwestowanie w tą branże jest bardzo ryzykowne. Zdecydowanie łatwiej przewidywać trendy innych stron niż wortali dla społeczości. Na chwilę obecną jest to tajemnica.
Profesor Leonard Lodish zauważa, że koszty związane z przyciągnięciem klienta na taką stronę jest praktycznie żadne, ponieważ to użytkownicy sami zgłaszają się na stronę, a poza tym wypełniają serwis swoją treścią. Do tego koszty związane z serwerem i utrzymywaniem strony są relatywnie niskie. Jeśli stosuje się typową reklamę bannerową lub kontekstową takie strony mogą generować pokaźne zyski.
Yahoo musi kupić lub rozwijać treści na swojej stronie, aby przyciągnąć reklamodawców, a Google musi inwestować w nowe narzędzia lub możliwości wyszukiwarki. Jeśli te serwisy wysokim kosztem przyciągają, reklamodawców dlaczego społecznościowe witryny tego nie mogą?
Nitin Gupta, analityk z The Yankee Group w Bostonie, twierdzi, że MySpace wywodzi się z łączenia amatorskich lub mało znanych zespołów z nowymi fanami, którzy są logicznymi partnerami dla firm mediowych, takich jak News Corporation. Firma mogłaby używać strony do testów lub promowania marketingiem szeptanym lub wirusowym swoich produktów. To jest sposób na życie, żeby korzystać z takich stron. Ich znaczenie coraz bardziej się rozwija poza miejsce życia konkretnej osoby. Zaczęło się od muzyki, a teraz rośnie w siłę dzięki randkom i tego typu rzeczom, stwierdza Gupta.
W czasie, kiedy społeczność MySpace rośnie, jego korzenie nadal tkwią w mediach. Ale już nie tylko muzyka, także radio i telewizja odgrywają ważną rolę w życiu majspejowców. Zanim News Corp. zakupiło MySpace, telewizja NBC zwykle pokazywała odcinki Biura nim show ukazywał się w sieci. Firmy mediowe pasują bardziej, z logicznego punktu widzenia, do serwisów społecznościowych niż inne korporacje, ale tylko pozornie. Trochę trudniej zbudować społeczność dookoła nożyczek niż serialu- żartuje Gupta- ale też się da.
Nie należy też zapominać o wpływie tych stron na CRM (customer relationship management), czyli zarządzaniem relacjami z klientem. Społeczności wpływają lepiej niż zwykłe reklamy. Jest za duże skupienie na reklamach i bannerach (zwłaszcza, jeśli chodzi o przeliczanie danych). Liczby nigdy nie są tak skuteczne w reklamie jak drugi człowiek. Trzeba spojrzeć poza tradycyjne formy i zauważyć prawdziwy potencjał – społeczności budowane dookoła produktu, medium lub usługi. Zwłaszcza, że te witryny www budują świetną możliwość kontaktu z klientem.
Oczywiście, zmienianie relacji z typowych na te nastawione na nowe źródła nie będzie łatwe. Przyszłość należy do tych, którzy znajdą sposób na zamienienie tradycyjnych form reklamy na społeczności online. Choć nawet z takimi gigantami jak MySpace – będzie to bardzo trudne.
Według profesora zarządzania informacjami i operacjami Erica K. Clemonsa łączność jest ważna, ale rozwój internetu w XXI wieku pokazał, że dochód liczy się bardziej. Jak się przekonaliśmy z pierwszych stron www, wartością nie jest klikanie czy spojrzenie wzrokiem. Wartością jest dochód, który strona przynosi. Czy możesz sprzedawać subskrypcje? Czy możesz płacić za ref linki albo efekty wejść z nich? Czy możesz sprzedawać produkty? Jeśli nie, twój dochód wynosi zero, więc i wartość twojej strony jest znikoma.

Bezpieczeństwo i prywatność

W Polsce to temat numer jeden, od kiedy portal Nasza-klasa święci triumfy. Aby przekonać się jednak, że zarzuty, które stawiane są stronie są niebezpodstawne warto zwiększyć świadomość konsekwencji udostępniania swoich danych oraz zdjęć.
Odkąd strony społecznościowe rosną, również robią to obawy dotyczące bezpieczeństwa i ochrony prywatności. Centrum Zagubionych i Wykorzystanych Dzieci raportuje, że ponad 2600 incydentów dorosłych wykorzystujących dzieci bierze swój początek z bytności online. W marcu 2007, prokurator z Connecticut oskarżył dwóch mężczyzn korzystających z MySpace o kontakt z nieletnimi, których potem wykorzystywali. Po tym i innych podobnych przypadkach szefowie tej strony zatrudnili sztab ludzi, którzy mają czuwać nad ochroną młodych użytkowników.
Popularność stron społecznościowych może mieć też nieprzewidywalne konsekwencje dla użytkowników. Student katolickiej uczelni, gej, został wydalony po tym jak administracja szkoły zobaczyła jego zdjęcia na Facebooku. Dwudziestu innych studentów, w Kalifornii, zostało zawieszonych za to, że uczestniczyli na MySpace w grupie, która groziła komuś morderstwem i wyrażała poglądy rasistowskie. W Kansas, aresztowano 5 młodocianych, którzy wymieniali się na MySpace informacjami o ataku na szkołę, który planowali.
Problem pojawia się i zacznie rozszerzać, jeśli chodzi o umieszczane zdjęcia. Szczególne te z libacji, orgii seksualnych oraz wszystkich innych mniej przyzwoitych sytuacji. To jest tykająca bomba, bo tak na prawdę nie wiadomo ani jak będzie się to odbijać na użytkownikach ani na serwisie. To cena bycia pionierem.
Pomimo tych przeszkód, możemy być entuzjastyczni, jeśli chodzi o przyszłość tych stron. Choć na pierwszy rzut oka nie widać tak spektakularnych sukcesów jak w innych branżach (chociażby Amazonu czy eBay’u) to jednak czas pokaże skuteczność owych portali. Może się wydawać, że zajmie to dużo czasu, ale trzeba przyzwyczaić młodych użytkowników do regularnego odwiedzania strony. Im bardziej nasiąkną tym za młodu, tym bardziej będą z tego korzystać mając 30, 40 lat. Te serwisy będą częścią ich życia. Prędzej czy później zwróci się to twórcom.
Są pewne strategie, które strony społeczne powinny obrać, jeśli nie chcą znaleźć się od jutra na liście stron zakazanych lub nieistniejących. Najprostszą jest ograniczenie liczby użytkowników oraz ich selekcja. Metodę tę zastosowały, co prawda dżinsy Diesel, ale okazała się skuteczna. W obliczu stracenia marketingowego stylu z powodu stania się zbyt popularną marką, postanowili zmniejszyć ilość rynków zbytów. Facebook stara się limitować liczbę użytkowników do studentów. Najlepiej prosperujące strony, to te, które postawiły na homogeniczność (konkretną grupę odbiorców). Ale musi być ono wystarczająco duża, aby strona mogła się rozwijać i przynosić zyski. Należy pamiętać też o selekcji, która pozwala na ochronę zarówno innych odwiedzających jak i treści tworzonych.
Drugą strategią powinna być strategia technologii i nowości. Weźmy za przykład możliwość ściągania ze strony. Ileż to razy rezygnowaliśmy z korzystania z serwisu, która ładowała się długo, a pliki przesyłały się z niej godzinami? Dlatego tak ważna jest funkcjonalność, web-usability oraz komunikatywność. Strony trudne do nawigowania nigdy nie znajdą chętnych, bo ludzie szybko rezygnują z szukania informacji, jeśli jest to dla nich za wymagające. Kłopoty z komunikacją czy to z innymi użytkownikami czy administracją również powodują, że ludzie wolą poszukać tego samego gdzie indziej. A mają gdzie.
Strony www mają większe możliwości, jeśli chodzi o śledzenie działań konsumenta niż jakakolwiek inna forma biznesowa. To powoduje, że można wykryć wiele nieprawidłowości wcześniej. Jeśli się ma na tyle zdolności można śledzić strony odwiedzane przez użytkowników, mierzyć czas spędzony na podstronach, sprawdzić pochodzenie odwiedzającego, skąd do nas przyszedł i wiele innych. Łatwo też kontrolować ilość użytkowników rejestrujących się, kasujących konta, nielogujących się długo czy logujących się często. Od razu wiadomo, jaka jest ogólna tendencja serwisu.
Ważna jest również zmiana spojrzenia na marketing. Kolejny banner czy reklama kontekstowa nie będzie przynosiła ani zysków dla właścicieli strony ani korzyści dla reklamujących się. Na pewno nie takie jak marketing szeptany czy wirusowy. Im bardziej reklama będzie wyglądała na naturalną, tym lepiej. Użytkownik polecający iPoda na swoim blogu będzie bardziej wiarygodny i przekonywujący niż reklama iPoda jako banner. Z drugiej jednak strony trzeba uważać, żeby nie przesadzić. Jeśli ludzie odczują zbyt duży nacisk na polecanie produktów zaczną coś podejrzewać.
Ale niezależnie od tego jak potoczą się losy poszczególnych stron, internetowe społeczności są wpisane w nowopowstające internetowe społeczeństwo. Trzeba to tylko umieć wykorzystać i reagować na zapotrzebowanie klientów.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Użytkownicy stron społecznościowych stanowią bardzo dużą grupę wśród internautów. Są też tymi, którzy może nie udzielają się na cudzych stronach, ale wypełniają swoje profile treścią. Poświęcają też temu coraz więcej czasu i dlatego wymagają coraz więcej od twórców tych stron. Nie wszystko jest jednak możliwe do włożenia w treść strony, dlatego warto pójść śladem naszych zachodnich korporacji i zaprosić do współpracy zainteresowanych deweloperów, którzy w zamian za API będą gotowi przygotować wiele dodatków do strony.
W dobie, kiedy m-marketing (mobilny marketing) i komórki stanowią 2,6 mld potencjalnych klientów na świecie strony społecznościowe muszą odpowiadać na zapotrzebowanie mobilnych użytkowników.
Ich selekcja i kontrola poczynań, których dokonują, może przyczynić się zarówno do prewencji przed różnymi kryzysami jak i do ochrony przed skutkami różnych zjawisk, jak chociażby prawne konsekwencje działań ludzi w rzeczywistości, którymi chwalą się w internecie.
Umiejętne wykorzystanie mieszanki tych trzech elementów w połączeniu z dobrym zarządzaniem finansowym i reklamowym może sprawić, że wykorzystując falę wzrostową rejestrowania się na serwisach społecznościowych, można stworzyć stronę, która może nie dorówna, MySpace, ale przynajmniej będzie mogła konkurować z naszymi rodzimymi, produkacjami jak Moja Generacja czy Fotka.

Bibiografia:
1. http://knowledge.wharton.upenn.edu/article.cfm?articleid=1463 „MySpace, Facebook and Other Social Networking Sites: Hot Today, Gone Tomorrow?”
2. http://trendexpert.wordpress.com/2007/09/08/jedna-trzecie-uzytkownikow-internetu-pod-wladza-tresci-spolecznosciowych/ „Jedna trzecie użytkowników internetu pod władzą treści społecznościowych”
3. http://www.businessweek.com/technology/content/feb2007/tc20070213_172619.htm „Social-Networking Sites Open Up”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s