Zagrożenia demokracji

Winston Churchill powiedział znamienne słowa: „demokracja jest złym ustrojem, ale nikt dotąd nie wymyślił lepszego”. Złym jest może trochę przesadzone, ale na pewno nie pozbawionym wad. I to właśnie one są jedną z grup, które stanowią czynniki zagrażające jej.

Jednym z głównych założeń, aby demokracja mogła funkcjonować poprawnie jest to, aby społeczeństwo było wykształcone, świadome swoich potrzeb, praw i obowiązków, oraz odpowiedzialności, jaka na nim ciąży. Brak tych czynników powoduje katastrofalne skutki. Weźmy choćby przykład z Bibli- sądu Piłata. Kiedy Piłat pyta lud, którego z więźniów wypuścić słyszy, że Barabasza- mordercę i rewolucjonistę, a nie Jezusa- który mógłby być dziś uznany za ówczesnego populistę.
Kolejnym elementem są ludzie sprawujący władzę. „Powiem wam, jak ta demokracja wyglądała. Nieudacznicy wybierają łajdaków, którzy rządzą z korzyścią dla cwaniaków!” to słowa admirała Jose Merino. Społeczeństwo ma moc wyboru władzy. Ale co potem rząd będzie czynić zależy tylko od naszej decyzji. Zły okres władania, to po prostu czas, w którym dobrze ma się tylko zamknięty krąg osób. Dobry, to taki, kiedy wszystkim żyje się lepiej. Wybór przedstawicieli społeczeństwa również może być zagrożeniem. Przykłady możemy obserwować nie od dzisiaj.
Następnym zagrożeniem jest gromadzenie władzy. Centralizacja.
Nikt nie lubi dzielić się władzą, a tym bardziej dominanci i ludzie o zapędach tyrańskich. Do takich na pewno zaliczę Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ma wiele wspólnego z „wielkim” (bardzo sporny epitet) mężem stanu – Józefem Piłsudzkim.
Gdyby Hitler uczył się od Napoleona, wiedziałby, że zdobywanie Moskwy to ciężki kawał chleba. Gdyby Kaczyński uczył się od Piłsudzkiego, wiedziałby, że prowadzi kraj do krachu.
Zacznę od różnic. Piłsudzki to czasy międzywojenne (18-39), Kaczyński to 2005-2007. Pierwszy zdobył władzę zamachem stanu, drugi dzięki demokratycznym wyborom. Każdy popiera inną ideologię. Kaczyński narodowo-ludową, Piłsudzki wręcz przeciwnie-endecję zwalczał.
Ale to, co najbardziej panów łączy to monopolizacja władzy. Bo przecież jak naprawiać państwo to tylko dzięki własnej pracy. Sojusznicy są dziś, jutro ich nie ma. Jeśli masz na kimś polecać, polegaj na sobie. Dlatego koalicja PO-PiS nie ma szans, a Piłsudzki nie myślał o współpracy z lewicą, choć ta popierała go w działaniach podczas przewrotu. Co ciekawe, dotychczasowi wrogowie nagle awansowali na sprzymierzeńców. Czyż nasi radośni i radykalni populiści (o kim mowa- wiadomo) z 2005 roku i konserwatyści z 1926 nie mają wiele wspólnego? Nagle stali się partnerami. Zaskakujący zwrot…
Ale jak już wiemy sojusze nie są nadrzędnym celem w tej polityce. Są tylko środkiem do przejęcia całkowitej władzy i są niestety niezbędne dla utrzymania władzy. Złotym środkiem jest zwodzenie opinii publicznej (czego właśnie jesteśmy świadkami), uwodzenie głównych „mózgów” partii, czyli specjalistów w dziedzinach, w których własnych brak i lawirowanie między poszczególnymi koalicjami i sojuszami dla lepszego efektu i imaginacji stałości i zabezpieczenia.
Dopóki w kraju nie jest gorzej, co z tego, że główni działacze PO zasilają szeregi PiS? To jakby zalążek partnerstwa. Ale wyzyskiwanie drugiego to pasożytnictwo, a nie współbiesiadnictwo (gdyby odnieść to do ekologii). Skoro ministrem jest ktoś z innej partii oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że PiS własnego godnego przedstawiciela nie ma. Więc jaki jest cel w wyborze PiS, jeśli coraz więcej resortów ma pod sobą kadra z PO?
W 1926 roku Piłsudzki stosował tę taktykę z niemniejszą fantazją niż Kaczyński. Trzeba jednak zaznaczyć, że efektem jego działań (choć również i innych czynników) był wielki kryzys w państwie Polskim. Bo do czego może prowadzić etyka przekonań, a nie etyka odpowiedzialności? Chyba tylko ku gorszemu.
Demokracja polega również na świadomych działaniach przedstawicieli ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za swoje działania, które powinny mieć na celu poprawienie bytu, uzdrowienie państwa, dbanie o bezpieczeństwo i samą demokrację. Zaprzecza temu obecny rząd.
Ciągłe zagrożenie nowymi wyborami. Lepszy kiepski rząd niż jego brak, a tym bardziej monopartyjność populistów. Polityka obecnej partii rządzącej jest momentami przerażająca. Wybieranie koalicjanta/ów, to nie licytacja ‘kto da więcej’, ale otwarta rozmowa. Przynajmniej w teorii. Bo w praktyce widać, jak Jarosław Kaczyński gra na zwłokę i kolaboracje żądając coraz więcej i więcej od potencjalnych partnerów dając coraz mniej.
SMS-y do dziennikarzy: „Rozpoczynamy dodruk plakatów’ czy błyskawiczne rozliczenie się z kampanii wyborczej (bez tego nie dostanie się nowej kasy), to chyba nie przypadkowy splot wydarzeń.
Wypowiedzi Gosiewskiego czy Jarosława Kaczyńskiego, że mają dosyć nie wywiązywania się z paktu stabilizacyjnego przez Samoobronę i LPR tworzą atmosferę zagrożenia. A zastanawianie się prezydenta nad rozwiązaniem i przedłużanie tej niepewności przekładaniem orędzia? A propozycja złożenia ustawy o samorozwiązaniu sejmu? Co to ma na celu?
Dodajmy do tego PR rządu, czyli naszego ex-premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Jedyny mankament tej funkcji? Koliduje z byciem szefem rządu. Dlatego jako przywódca jest do niczego, ale pokazywać się w mediach uwielbia. Cóż – rozminął się z powołaniem.
Występy w „telewizji” Trwam czy „radiu” Maryja? Wszystkie moherowe babcie słuchają. A potem to one idą głosować po niedzielnej mszy, bo nikomu innemu się nie chce. Moher ma w tym państwie siłę (na szczęście do czasu).
Trzeba jednak pocieszyć się, że tam gdzie jest władza i kłótnie być muszą. W partii rządzącej krystalizuje się.. trójpodział władzy. Obóz prezydencki, z Lechem Kaczyńskim na czele, obóz centropopulistczny, czyli Jarosław Kaczyński z Ludwikiem Dornem i obóz wolnej amerykanki, nieokreślony jeszcze, z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem i Władysławem Walendziakiem.
Mimo wszystko centralizacje władzy, monopolizacja, populizm i demagogia są wielkim zagrożeniem. Chce konkretów programu dla bezrobotnych, a nie becikowego. Chce obiecanych mieszkań, a nie awantur w sejmie, chce koalicji z PO, a nie Leppera na wicemarszałka i chce spełnienia obietnic wyborczych, a nie opłacania 2 ministrów na raz (w końcu diety poselskie obowiązują 3 miesiące po utracie funkcji).
Nie przypuszczałam, że wśród zagrożeń obecnych dziś dopiszę również sejmokrację. Ale coraz częściej mamy schemat powtarzającej się historii dwudziestolecia między wojennego, kiedy to parlament tworzył sam w sobie nowy ustrój.
Ostatnio oglądałam wiadomości. Przez wcześniejsze miesiące codziennie musiał być jakiś news z sejmu. Tego dnia go nie było. Dlaczego? W Krakowie była premiera filmu o Papieżu i większość parlamentarzystów zamiast pracować była w kinie. Czyż to nie absurd?
Demokracja- rządy ludu. Ale tak naprawdę przez 4 lata rządzą tylko przedstawiciele. Wtedy ludność ma mały wpływ na rzeczywistość. Czasem są jakieś referenda, mogą być inicjatywy obywatelskie, ale jeśli ludzie rządzący nie będą chcieli mogą praktycznie wyeliminować czynnik społeczeństwa w procesie władania.
Poseł jako taki jest odizolowany od społeczeństwa. Należy do komórki jaką jest rodzina, ale zwykle na okres kadencji przeprowadza się do stolicy. Wszelkie kontakty ograniczone są do minimum. Tworzy to barierę między ludźmi i władzą.
Największą plagą ostatnimi czasy w Polsce jest populizm i demagogia. Kandydaci do władzy mogą obiecać wszystko, a lud słucha i cieszy się z obietnic. Tylko, że ich spełnianie nagle, po dojściu do władzy, okazuje się nie do spełnienia. Ale żeby tego było mało, przecież wszystkiemu są winni inni, tylko nie obóz rządzący. Bo mają mniejszość w rządzie ( to wina społeczeństwa), bo opozycja im przeszkadza, bo brakuje funduszy (poprzedni rząd źle wydał, albo jakiś nieodpowiedzialny minister, którego trzeba zamienić na nowego), bo właśnie ktoś lub coś zabrania (Unia Europejska, NATO, ekonomia). Powodów jest mnóstwo. Ważne, że ludzie wierzą w to i dają się nabrać za jakiś czas znowu. A diety poselskie rosną. To kolejny przykład wpływu pieniędzy na demokrację.
Do zasad demokracji należy suwerenność. Zewnętrza i wewnętrzna. Czyli nieograniczona władza ludu. Ale to właśnie demokracja ma być gwarancją braku rządów autorytarnych. A czyż nieograniczona władza nie jest taką formą rządów? Czy zawsze większość ma rację? A może warto walczyć o prawa indywidualnej jednostki? Bo nieograniczona władza większości przeradza się w demagogię zamiast stanowić podwaliny ustroju, za który umierały miliony. To, że masa ludzi stanowi większość nie daje jej moralnego prawa czynienia co jej się żywnie podoba. Zagrożeniem demokracji jest brak ograniczeń władzy. Jak mawia mój tata: „demokracja, ale sterowana”.
Z drugiej strony zagrożeniem jest egoizm. A dokładnie nadmierny rozrost indywidualizmu jednostki. Bo jednostka dąży zawsze do pewnej izolacji- tworzenia własnej małej społeczności. Rodzina i najbliżsi przyjaciele. Egoizm prowadzi do tego, że izolujemy naszą społeczność od reszty. Powoduje, że zaczynamy być leniwi jako obywatele, apatyczni i patriotyczni tylko w stosunku do naszego otoczenia. A to powoduje zagrożenie wewnętrzne dla całego społeczeństwa.
Demokracja może również do pewnego zobojętniania jednostek. Wykształcenie i pozycja społeczna sprawiają, że dana osoba niczego nie oczekuje od innych, nie chce by oczekiwano od niej. Nie krzewi postawy świadomości obywatelskiej, bo i po co?
Wiadomo, że są zjawiska występujące w każdym ustroju. Jak choćby niekompetencja urzędników. Ale są to czynniki występujące we wszystkich znanych formach, dlatego nie będę się zbytnio skupiać na ich rozwinięciu. Warto jednak wspomnieć.
Oprócz wcześniej wymienionego problemu jest też zagadnienie przestępczości i tego, że demokracja jakby bardziej jej pobłażała (np. w porównaniu z reżimami autorytarnymi). Opieszałość władzy w podejmowaniu dotkliwych problemów społecznych.
Demokracja opiera się na trzech filarach: sprawiedliwości, równości i wolności. Ale przecież każdy z tych filarów może się chwiać w posadach. Bo tylko od społeczeństwa i ich przedstawicieli zależy czy będą respektowane.
Równość. Nie chodzi o identyczność i ujednolicanie, ale o to, by każdy miał takie same szanse, możliwości. Zawsze jednak łatwiej i lepiej będzie się miał ten, kto będzie miał pieniądze. To właśnie one są czynnikiem w wielu miejscach destrukcyjnym dla demokracji. Tworzenie owej nierówności przy pomocy finansów możemy sprowadzić do korupcji. Zapłacimy rejestratorce i będziemy zapisani u lekarza szybciej. A przecież miał być równy dostęp: każdy, kto się zapisuje po kolei ma wizytę. Czy jednak równość jest możliwa? Przecież społeczeństwa z natury są warstwowe. Stratyfikacja społeczna. Czy to ze względu na majątek, czy wykształcenie. Logicznym jest więc, że demokracja daje szanse tym, którzy mają predyspozycje wynikające z charakteru: ludziom przedsiębiorczym, wykształconym, ambitnym. Dlatego ważny jest również ten element socjalny w polityce.

6 Comments Add yours

  1. Monika pisze:

    Nie rozumiem krytyki wobec marszałka Józefa Piłsudskiego i Kaczyńskiego też.
    Po pierwsze jak można nie wiedzieć jak pisze się nazwisko człowieka, który tak wiele zrobił dla narodu?

    PiłsuDSki a nie Piłsudzki!

  2. anna pisze:

    jestes głupia i tyle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s