Publicystyka : Instrukcja obsługi…

czyli słów kilka o poradnikach o udanym partnerstwie
Wielu młodych ludzi szuka swego życiowego partnera tak, jakby robiło zakupy w supermarkecie. Lista wymagań jest długa – mamy być zadbani, atrakcyjni, wykształceni, dobrze zarabiający.

Wielkimi krokami zbliża się lato i wakacje. A wtedy, wiadomo, zachłystujemy się wolnością, słońcem i luzem. Taki gorący okres sprzyja zawieraniu znajomości i flirtowaniu. Tu najdobitniej widać mniej lub bardziej udaną konfrontację obu płci. Jedne przebiegają gładko, inne iskrzą, a niektóre nawet zgrzytają. Dlaczego jest tyle niejasności w relacji kobieta – mężczyzna? Ja do końca nie wiem, ale z całą pewnością wiedzieli to autorzy poczytnych poradników o udanym partnerstwie, których swego czasu na rynku księgarskim w Polsce pojawił się istny wysyp, próbujących przynajmniej teoretycznie jakoś te zgrzyty wygładzić. Przebojem okazała się poważna na śmierć pozycja „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus” Johna Greya albo choćby potraktowana z przymrużeniem oka „Jak wytrzymać ze współczesną kobietą?” oraz „Jak wytrzymać ze współczesnym mężczyzną?” Joanny Chmielewskiej, które długo nie schodziły z list książkowych bestsellerów.
Pojawia się jednak pytanie po co i dla kogo pisane są tego rodzaju poradniki? Dlaczego ich potrzebujemy? Nie zawsze w związku nam wychodzi – nazywa się to eufemistycznie „niezgodnością charakterów”: a to mamy inne oczekiwania, a to w czym innym upatrujemy swoje priorytety, a to jesteśmy sobą znudzeni. Truizmem jest mówienie, że związki partnerskie towarzyszą nam od zarania dziejów (ale trzeba to przyznać). Każda epoka, każda kultura niosła za sobą pewien wzorzec roli kobiety i mężczyzny w związku. To też oczywiste. Przyjrzyjmy się bliżej czasom nam współczesnym. Obecnie – tak jak to się na przestrzeni dziejów już zdarzało – jesteśmy coraz bardziej wyrachowani, brak nam romantyzmu w pędzącym do przodu świecie. Wielu młodych ludzi szuka swego życiowego partnera tak, jakby robiło zakupy w supermarkecie. Lista wymagań jest długa – mamy być zadbani, atrakcyjni, wykształceni, dobrze zarabiający. To jakby odpowiednik niegdysiejszego posagu. Związki niekiedy przypominają wręcz umowę kupna – sprzedaży, bo wielu kieruje się tu pragmatyzmem. Jest to tendencja ogólnoświatowa – w wyścigu szczurów odsuwamy na jakiś czas uczucia na bok, a potem nie ma już do czego wracać. Społeczeństwo oparte na instrukcjach obsługi, schematach i normach firmowych być może potrzebuje czegoś takiego dla samych siebie, dla swoich związków. Stąd ta ogromna popularność poradników.
Jest ich wydawanych coraz więcej – czyżbyśmy się nie umieli już bez nich obejść? Czy jedyną drogą zrozumienia partnera jest uprzednie zapoznanie się z książką niczym z instrukcją obsługi? Przecież życie, a co za tym idzie także ludzie, nie są jedynie czarni i biali. Na świecie istnieje cała gama szarości. To mnie w tych poradnikowych podziałach najbardziej dotknęło. Nie chce tu być feministką czy też antyfeministką, ale podziały na zachowania typowo kobiece czy typowo męskie są uproszczone. Zgadzam się, różnimy się i to bardzo anatomicznie i fizijologicznie, ale teraz w dobie tzw. równouprawnienia trudno jest mówić co jest typowo męskie, a co kobiece. Wiadomo, od czasu do czasu musimy sobie przypomnieć o ramach swojej płci, ale to nie powinno wtłaczać nas do określonej przegródki potencjalnej reakcji na bodziec.
Obecnie kobiety wykonują wiele zawodów, w których niekoniecznie trzeba wykazywać się wrażliwością czy opiekuńczością, a panowie też są mniej lub bardziej twardzi i odpowiedzialni. W swoim życiu spotkałam mnóstwo „kobiecych” facetów i dziewczyn „z jajami”, a owe przemieszanie cech wcale nie umniejszało ich atrakcyjności. W takich przypadkach owa prosta typologia się nie sprawdza.
Gdy parę lat temu ukazał się w Polsce światowy bestseller Johna Greya, niektórzy piali z zachwytu – jakie to odkrywcze, jakie głębokie, jakie prawdziwe. Pewnego pięknego dnia również i ja otrzymałam ową „skarbnicę wiedzy wszelakiej” na temat udanego pożycia z partnerem. Wydanie lekkie, poręczne, świetnie mieści się w półce i… niech tam już pozostanie. Pan Grey podaje nam jak na tacy przepisy na udany związek typu: zrezygnuj z udzielania rad, naucz się słuchać, nie obwiniaj, ustanawiaj i szanuj granice, naucz się przyjmować, naucz się dawać, naucz się wyrażać swe uczucia. Dowiadujemy się też jak oskarżać, jak być odpowiedzialnym, jak nie zrażać partnera. Otrzymujemy cenną radę kiedy rozmawiać z mężczyzną, kiedy z nim nie rozmawiać, kiedy pokazać, że się chce porozmawiać, kiedy nie rozmawiać i jak to pokazać. Aż głowa boli. Tu również szczypta rad dla mężczyzn typu – naostrz noże, zmień żarówkę, czy śmiej się z jej żartów. A kobiety niech pamiętają, że gdy facet zabłądzi należy wyrazić zadowolenie, że poznajemy nową drogę, albo bardzo taktownie i z wdziękiem wyrażać rozczarowanie restauracją, które wybrał na randkę. Autor poradnika podaje nam też m. in. marsjańsko-wenusjański słownik frazeologiczny. Tylko tu dowiemy się, że jeśli kobieta mówi A to myśli B, a mężczyzna słysząc A myśli C. Stąd kłopoty. A poradnik pomoże. Zastosuj się tylko do zaleceń. Nic prostszego, prawda? Znajdziemy tu również 101 sposobów zdobywania punktów u kobiety i mężczyzny (np. przytul ją 4 razy dziennie, co brzmi prawie jak recepta w aptece). Są tu nawet wzory i formy listów miłosnych. Z trudem dobrnęłam do końca książki, zamykam tylną okładkę, a tam złote myśli recenzentów widzących w niej wspaniały przewodnik po zawiłościach relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą lub fascynującą książkę, która pozwala niejedno zrozumieć, która daje nadzieję na pogłębienie i uzdrowienie naszych związków.
Właśnie. Należy wziąć tylko jedną poprawkę – żeby rozwiązywać problem należy go najpierw zauważyć i zdać sobie sprawę z jego istnienia. Na świecie są, jak wiemy, związki bardziej lub mniej udane. Szczęściarze raczej nie korzystają z poradników – oni po prostu odnaleźli swoją fizyczną, psychiczną czy duchową połówkę. Ci, którym się nie klei, to nagle po przeczytaniu cud poradnika z dnia na dzień nie staną się bardziej czuli, wyrozumiali, współczujący, uczuciowi i kochający. Dobre i złe pary będą zawsze. Nie można sporządzać jednak surowej listy – to zrób, tego nie rób, o tym powiedz, o tym nawet nie wspominaj, a o tym napomknij, ale tylko jeśli siedzi w swoim ulubionym fotelu i kapciach. Gdybyśmy chcieli stosować się do poleceń „długoterminowego programu naprawczego” wszyscy musielibyśmy przed każdą rozmową czytać i uczyć się na pamięć – jak w teatrze – swojej listy dialogowej. Moglibyśmy wtedy tworzyć nawet swoje wielkie kreacje, ale to z pewnością byłoby sztuczne, schematyczne i mało spontaniczne. Poradniki o udanym partnerstwie to taka „pigułka szczęścia uniwersalnego”. A generalizować nie można, każdy człowiek ma przecież inne uwarunkowania psychiczne i środowiskowe. Podział jedynie pod kątem płci jest z pewnością zbyt uproszczony i nie do końca adekwatny.
Co należy zapamiętać z owych poradników? To, że gdy kobieta mówi A, to tak naprawdę myśli B, ale facet i tak zrozumie C. Mnie już od tych kombinacji boli głowa i naprawdę tylko to mam na myśli.
Katarzyna Newald

Poradnik dla hodowców

Porady praktyczne

Zamiast słuchać mądrości naszych babek i matek – jak zdobyć i zachować sobie mężczyznę – zachciało nam się emancypacji. A skutki tego są opłakane. Mężczyźni nas nie lubią i uciekają w pracoholizm, tv – manię, albo sporty ekstremalne, a w krańcowych przypadkach sklejają gdzieś w kąciku samolociki. Tym sposobem marnuje się cenny potencjał genetyczny i stoimy krok od katastrofy ekosystemu. I choć kariera i samodzielność dają nam szalona satysfakcję, to żadna kobieta bez mężczyzny nie jest naprawdę szczęśliwa. Dlatego czas na intensywny kurs – jak żyć z mężczyzną i się nie namęczyć.

Odpowiedzialność

Biorąc pod swój dach mężczyznę, musimy liczyć się i z taką ewentualnością, że zostanie on z nami jakieś kilka, kilkanaście, a w porywach nawet kilkadziesiąt lat. Dlatego niebagatelną sprawą jest wiek i tężyzna fizyczna jak również temperament naszego pupila. Lepiej się dziesięć razy zastanowić do czego tak naprawdę potrzebny jest nam mężczyzna i jak już się na coś zdecydujemy to postarajmy się go pokochać nawet za jego wady. Wówczas on odpłaci nam za nasze serce w sobie właściwy sposób. O ile wcześniej nie zagłaszczemy go na śmierć.

Pierwszy dzień w domu

Nowy mężczyzna w domu to radość dla kobiety, ale i nowe obowiązki. Nie można zapominać o tym, że często nie znamy rodowodu, ani nawet poprzedniej właścicielki naszego nowego pupila. Nie wiemy jak był traktowany i jakie ma nawyki. Na wszelki wypadek nie należy wykonywać zbyt gwałtownych ruchów oraz unikać podnoszenia głosu bo może się skulić, schować za szafę i trzeba będzie włączyć odkurzacz żeby go wypłoszyć. Dlatego też już od progu przemawiamy do niego łagodnym acz stanowczym głosem. Układamy go na kanapie, głaszczemy po głowie ( ostrożnie bo może nie przyzwyczajony) i pozwalamy mu zatrzymać paletko by czuł zapach z poprzedniego domu. Pierwsza noc jest zazwyczaj najtrudniejsza ponieważ może pochlipywać i piszczeć, ale musimy wykazać się konsekwencja i nie brać go od razu do swojego łóżka żeby się nie przyzwyczaił.

Złe nawyki

Już po kilku dniach pobytu nowego mężczyzny w domu orientujemy się pobieżnie jakie ma nawyki. Najczęściej przywiązuje się do miejsca na którym spędził pierwszą noc, czyli kanapy i tam zalega w pozycji horyzontalnej. Często z pilotem od telewizora w dłoni. Czasem z gazetą, sporadycznie z książką. Ponieważ mało mówi mogłoby się wydawać, że myśli, ale szybko okazuje się że to tylko złudzenie. Gdy czuje głód opuszcza swoje legowisko i buszuje po kuchni. Wtedy najlepiej być w domu i szybko zrobić mu coś do jedzenia. W przeciwnym razie w kuchni zastaniemy wypiętrzone grzbiety brudnych naczyń, pod stopami lepkie substancje, a wszystko posypane zgrzytającym cukrem i okruszkami chleba. W lodówce natomiast puste kartony po mleku. W żadnym wypadku nie wolno bić mężczyzny. Bo ucieknie.

Karmienie

Karmienie mężczyzny zwykle nie jest zbyt skomplikowane i nawet średnio zdolna kulinarnie kobieta udźwignie ten ciężar, w niektórych przypadkach również i związane z tym koszty. Nie należy się też stresować opinią mężczyzny na temat smaku podawanych dań bo i tak żadna z nas nie potrafi gotować tak jak jego mamusia. Podajemy zatem cokolwiek, byle było ciepłe ponieważ on i tak nie oderwie oczu od gazety lub telewizora. Podobno znane są przypadki że udało się nauczyć mężczyznę, żeby kanapki jadł nad talerzem i nie w łóżku oraz nie podjadał z rondla, ani też nie gryzł całego pęta kiełbasy jak barbarzyńca, ale informacje te nie są wciąż potwierdzone naukowo. Jedno jest pewne, że mężczyzna lubi dostawać jeść regularnie i szybciej się wtedy oswaja.

Pielęgnacja – ubieranie

Pielęgnacja mężczyzny wymaga wiele starań i nieustannego nadzoru. Nikt kto jeszcze nie hodował w domu mężczyzny nie zdaje sobie sprawy jaki obowiązek bierze na swoje barki zarówno w dni robocze jak i święta. Pierwszorzędną sprawą jest skompletowanie nowej garderoby. W przeciwnym wypadku mężczyzna nie porzuci rozciągniętego podkoszulka i wypchanego na kolanach dresu. No chyba że się na nim rozpadną ze starości. Potem już tylko trzeba: podsuwać mu rano gotowy zestaw do ubrania, prać, czyścić, prasować, przyszywać guziki, zestawiać kolory i chwalić, że świetnie wygląda. I bywa, że jedynym znakiem uznania za pielęgnacją mężczyzny jest odcisk obcej szminki na jego kołnierzyku.

Pielęgnacja – higiena

Są mężczyźni którzy boją się wody jak ognia, ale takich na szczęście można wyczuć na odległość. Pozostali uwielbiają się chlapać w łazience godzinami. Co za tym idzie musisz zaakceptować ( bo jeszcze nikt nie wymyślił na to sposobu) permanentnie podniesioną deskę, brudną wannę, zachlapania w promieniu 5 metrów kwadratowych, nie zakręconą pastę, wodę w mydelniczce i zdeptany na podłodze twój osobisty biały ręczniczek.
W skrajnych przypadkach, dzięki wieloletnim wysiłkom, można przyuczyć mężczyznę do obcinania paznokci u nóg. Co prawda zrobią to na podłogę, ale twoje łydki po spędzonej wspólnie nocy nie będą wyglądały jak po walce z bengalskim tygrysem.

Pielęgnacja – kosmetyki

Zazwyczaj mężczyźni nie chętnie używają kosmetyków, ale piankę do golenia i dezodorant podbierają z twojej półki, a do tego bezczelnie pyskują, że ma za bardzo kwiatowy zapach. Często idą dalej i podłączają się również do szamponu i odżywki, pasty i płynu do płukania ust. To jest irytujące, ale jeszcze nie naganne. Niepokoić się trzeba kiedy ubywa brokatowego pudru, szminki, a zwłaszcza kiedy zauważasz, że ktoś chodził w twojej koronkowej bieliźnie…
Zdrowie

W przypadku mężczyzny nawet najlżejsze przeziębienie lub katar mogą być niebezpieczne i brzemienne w skutki. Nie dla niego oczywiście tylko dla nas. Wystarczy stan podgorączkowy, albo lekkie skaleczenie i mamy w domu rozhisteryzowaną, konającą ofiarę, która wymaga od nas wysoko wyspecjalizowanej opieki medycznej i psychoterapii, oraz zapewnień że na pewno nie umrze. Nadludzkim wysiłkiem woli i cierpliwości musimy jakoś przeżyć te erupcje hipochondrii i wyzbyć się jakichkolwiek złudzeń na to, że gdy my będziemy umierać w malignie na zapalenie płuc, ktoś poda nam szklankę wody. W sytuacji naszej choroby on przyjdzie i zapyta: „a co dzisiaj mamy na obiad?”

Ruch

Oprócz wąskiej grupy fascynatów czynnego wypoczynku, mężczyzna, tak jak kot potrafi przyjemnie przeżyć życie nie opuszczając zamkniętych pomieszczeń. Nie licząc krótkiego dystansu „do” i „z” samochodu. Będzie się wił jak diabeł pod kropidłem gdy spróbujemy namówić go na spacer. Gotów jest wtedy nawet wziąć się za jakąś pracę domową i lepiej nie należy stawać mu w tym na przeszkodzie. Ostatnią deską ratunku, żeby utrzymać jego i siebie w kondycji jest sprowokowanie aktywności seksualnej. To nam rozwiąże kwestie jogi, aerobiku, gimnastyki artystycznej, hiperwentylacji i drenażu limfatycznego. Sposób domowy – tani i zdrowy.

Mnożenie

Ukoronowaniem wzorowej hodowli jest uzyskanie zdrowego potomstwa. Tu nie można popełnić częstego błędu czekając, aż mężczyzna sam się rozmnoży, ani też żywić nadziei, że wzbogacenie hodowli o drugiego mężczyznę rozwiąże tę paląca kwestię. Otóż nie rozwiąże, najwyżej się pozagryzają. A zatem pamiętajmy , że w rozmnażaniu mężczyzny musimy mu pomóc i odegrać w tym kluczową rolę. Jedyne co mężczyzna potrafi i powinien mnożyć to środki na wychowanie potomstwa.

Kontrola

Kiedy nacieszymy się już naszym mężczyzna, a on oswoi się z nami i zacznie ufnie jeść nam z ręki, możemy zacząć delikatnie wypuszczać go z domu. Najpierw tylko do pracy, potem do mamusi na obiad, a za dobre sprawowanie nawet na piwo z kolegami. Ale trzeba być czujnym. Wprawdzie nie można go przykuć do kaloryfera, ani wszędzie mu towarzyszyć, ale od czego mamy komórki. Jak ma czyste sumienie i kocha to sam się melduje średnio co godzinę, przynajmniej smsem. Martwić się należy gdy „abonent jest za długo niedostępny”.
Może pobłądził i trafił do schroniska dla „pupili” , wulgarnie zwanym – burdelem.
Wtedy trzeba przykrócić smycz, bo byłoby wielkim marnotrawstwem gdyby naszego wypielęgnowanego ulubieńca używała jakaś flądra. I to za nasze pieniądze.

Tresura

Prędzej wielbłąda przeprowadzisz przez ucho igielne niż nauczysz czegoś mężczyznę. Tresura powinna odbywać się w wieku szczenięcym i jeśli została zaniedbana w rodzinnym gnieździe to nie mamy żadnych szans, żeby to zmienić. W wypadku braku elementarnych zasad dobrego wychowania najlepiej po prostu zmienić egzemplarz na inny. Nie usypiać!!! Można przecież oddać w dobre ręce wrogiej koleżanki, zostawić w schronisku wysokogórskim, bądź porzucić w lesie na parkingu.

Czas wolny

Nabywamy mężczyznę w przekonaniu że wypełni on nam przyjemnościami nasz czas wolny. I tu następuje duże rozczarowanie gdyż okazuje się, że w związku z posiadaniem mężczyzny nie mamy już czasu wolnego, nie mówiąc już o jakichkolwiek przyjemnościach. Raczej pozostaje nam zorganizować jego czas wolny , żeby nie zgnuśniał do reszty. Niektóre optymistki odnajdują się oglądając transmisje sportowe, lepiąc samolociki, albo przekopując ogródek jego rodziców. Pesymistki biorą drugi etat, prace zlecone i robią błyskotliwe kariery.

Posłuszeństwo

Mężczyźni nigdy nie słuchają tego co do nich się mówi. Mają co prawda dwoje uszu, ale jedno z nich służy do wpuszczania naszych słów, drugie natomiast do natychmiastowego ich wypuszczania. Jeśli czasem wydaje się nam, że słuchają naszych wywodów w skupieniu na twarzy, to niechybnie boli ich brzuch, albo muszą niezwłocznie udać się do toalety. Dlatego próby obarczenia ich nawet pozornie prostymi obowiązkami, takimi jak: zrobienie podstawowych zakupów, wyrzucenie śmieci lub podlanie kwiatka podczas naszej nieobecności, nie mają najmniejszego sensu i powodują w nas samych niepotrzebną irytację.

Sztuczki

Jeżeli trafił nam się mężczyzna o wesołym i skorym do zabawy usposobieniu, mamy szanse nauczyć go paru sztuczek, które ułatwią nam nieco życie. Na przykład: wracanie do domu na telefoniczne zawołanie, celność przy korzystaniu z toalety, umiejętność wrzucania brudnej bielizny do wnętrza pralki, aportowanie dóbr materialnych, oraz używanie ze zrozumieniem słów – „proszę”, „przepraszam” i „dziękuję”. Ot, taka edukacyjna zabawa. Na efekty trzeba dłuuugo czekać, ale nie zaszkodzi spróbować.

Własny kąt

Bardzo ważnym jest, żeby mężczyzna miał w domu swoje miejsce, gdzie mógłby się schować i nie plątać się nam pod nogami. Najlepiej własny pokój z biurkiem pełnym nietykalnych świętości, ryczącym telewizorem i legowiskiem, gdzie mógłby drzemać, udając, że ciężko pracuje. Pamiętajmy, że nie wolno nam tam wchodzić bez potrzeby i bez pukania. Z resztą byłby to duży szok dla naszego poczucia estetyki i porządku. Wkraczamy tam tylko w ostateczności, kiedy zaczyna brzydko pachnieć w mieszkaniu. Najlepiej w skafandrze do utylizacji radioaktywnych odpadów.

Mężczyzna w łóżku

Nieuniknionym jest fakt, że raczej prędzej niż później mężczyzna będzie się wpychał do naszego łóżka. Wślizgnie się od ściany, odepchnie łapami i zrzuci nas w nocy na podłogę, a wcześniej ściągnie z nas kołdrę. Jeśli jakimś cudem nie damy się zrzucić, uczepi się nas jak ośmiornica, przygniecie całym ciężarem i będzie chrapał prosto do ucha. Właściwie nie ma na to sposobu, ale pewnym pocieszeniem jest fakt, że mężczyzna wydziela bardzo dużo ciepła i można zaoszczędzić na ogrzewaniu w okresie jesienno – zimowym.

Zabawki

Mężczyzna najbardziej lubi bawić się „w doktora”. Niestety, jak we wszystkim nie zna umiaru, a my nie zawsze mamy ochotę mu w tym towarzyszyć bo mamy swoją pracę i potrzebę przespania choćby 6 godzin na dobę. Dlatego tez, żeby się nie nudził, albo nie szukał innego towarzystwa trzeba mu pozwolić bawić się jego ulubionymi zabawkami. Nowym samochodem, motorem, kinem domowym, albo monumentalnym sprzętem grającym, w najlepszym wypadku najnowszą komórka z internetem i wodotryskiem. Ważne żeby się czymś zajął, a my w tym czasie bawimy się w naprawiacza kranów, elektryka, stolarza, kucharkę, zaopatrzeniowca… itd. itp…

Sam w domu

Zdarza się tak, że musimy pilnie wyjechać na parę dni i zostawić mężczyznę samego w domu. Wtedy zabezpieczamy co tylko się da. Kwiatki wynosimy do sąsiadów, papugi do przyjaciółki, a oszczędności do banku. Zostawiamy pełną lodówkę i ogarnięte mieszkanie, żeby mu było przyjemnie. Wracając zastajemy kosmiczny bałagan i pustą lodówkę.
Oddychamy z ulgą, bo jeśli byłoby posprzątane, to znak, że albo wcale nie spał w domu, albo ktoś mu pomógł zacierać ślady wiarołomstwa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s